• 19 kwietnia 2021

Internet jest taki duży. Wczoraj widziałem oszczep biegnący w Tuscon, AZ, ustawiony na "Running Up That Hill"; dzisiaj widziałem merch na SARS-CoV-2, nazwę wirusa, który powoduje COVID-19 - co wszyscy nazywamy, żartobliwie lub nie, "koronaawirusem". Naprawdę możliwe jest tylko nadążanie za tym, co dzieje się w sieci w twoim konkretnym zakątku sieci, chociaż uważam, że jest ona fraktalna i że lokalna dynamika jest taka sama jak dynamika całego systemu.

W ciągu ostatnich pięciu lub sześciu lat, widziałem zmiany w pogodzie w moim konkretnym zakątku sieci. Nie identyfikuję się jako akcelerator, ale mam wrażenie, że sprawy nabierają tempa, może dlatego, że mechanizmy dystrybucji w sieci stały się scentralizowane i stały się bardziej zgrabne. Facebook, Twitter, Instagram i Tumblr wszystkie czują się jak inne systemy dostarczania informacji niż jeszcze kilka lat temu, a poczta elektroniczna do przodu jest martwa, przynajmniej dla mojego pokolenia. Cokolwiek to jest, dostaję więcej informacji, niż kiedykolwiek wcześniej. Wszystkie trendy na chwilę obecną.

Co oznacza, że stałem się bardziej biegły w odkrywaniu tego, co jest użyteczne, a co jest śmieciem - o czym warto myśleć, a co całkowicie ignorować. Oznaczało to również, że dużo więcej czasu spędzam na emocjonalnym przetwarzaniu tego, co dzieje się w wiadomościach, co wydaje się nieco nowe. Na przykład: ostatniej nocy wypiłem drinka z przyjacielem, a w połowie naszej rozmowy o nowym wirusie, dostałem wiadomość o masowej strzelaninie. Dziwne nie było to, że strzelanina - w Ameryce dzieje się to dość regularnie - ale jak normalne było uczucie, że przerywa ją nowa tragedia, gdy rozmawialiśmy o innej.

Kilka lat temu terapeuta tej samej koleżanki powiedział jej, że ludzki mózg nie jest przeznaczony do przetwarzania tak wielu urazów na taką skalę. Myślałem o tym uczuciu już od jakiegoś czasu i myślę, że terapeuta miał na myśli to, że jeśli zrobisz to wystarczająco dużo, staniesz się wyuczony do odczuwania rzeczy.

Jeśli spędzisz wystarczająco dużo czasu online, gdziekolwiek to się stanie, prawdopodobnie zobaczysz, że zaczyna się to dziać z tobą. Łatwiej jest zapamiętać coś, niż czuć, że coś poważnego dzieje się z innymi ludźmi. Chodzi mi o to, że czasami ma się wrażenie, że Internet utrudnił interpretację tragedii, sprawiając, że czują się one bardziej odległe emocjonalnie; nic nie wydaje się prawdziwe, chyba że dzieje się to z tobą lub z kimś, kogo znasz. Medium przesłania rzeczywistość doświadczeń innych ludzi, nawet jeśli czyni je bardziej widocznymi.

To znamienne, jak sądzę, że ta nowa epidemia wirusowa podsyca bardzo realne, bardzo amerykańskie napięcia rasowe, a jednocześnie generuje nowe towary i możliwości meme.

Kolejny niedawny przykład: Ben Domenech, współzałożyciel i wydawca prawicowego magazynu The Federalist, obraził coś, co pisarz New York Timesa Nikole Hannah-Jones powiedział online o bieli, ponieważ krzyżuje się ona z kubańskim i portorykańskim dziedzictwem. W czasie gdy Domenech błaznował we wspomnieniach Jonesa, ujawnił, że jego rodzina a) posiadała niewolników, i b) odziedziczył ten majątek.

Jedną rzeczą jest wyświetlanie performatywnego gniewu w sieci; zupełnie inną jest cieszenie się, że twoja rodzina posiada niewolników. Gdyby stało się to osobiście, nie wiem, czy Domenech tak by się odwrócił od traktowania innych istot ludzkich jako własności. Internet na pewno nie ma nic wspólnego z widocznymi brakami emocjonalnymi Domenech, ale kiedy jesteś poza swoją bańką internetową (lub DM!) łatwo zapomnieć, że nie każdy podziela Twoje uprzedzenia, cokolwiek to jest. Jeszcze łatwiej jest zapomnieć, że inni ludzie się liczą.

Top